napisz do nas: cis@cis-celestynow.org

Witaj na naszym blogu

22
11

Fot.: nk

Jak czytamy na http://m.tokfm.pl wszystkie szkoły w małej gminie Hanna na Lubelszczyźnie oddano w ręce stowarzyszeń i fundacji, by zmniejszyć koszty utrzymania. To jedyna gmina w Polsce, w której nie ma w tej chwili ani jednej samorządowej szkoły.

Oświata to dla samorządów kosztowny orzech do zgryzienia. Subwencji oświatowej najczęściej nie starcza na wszystko, dlatego gminy dokładają. Hanna już dokładać nie musi, bo wszystkimi szkołami zarządza ktoś inny. Wójt Hanny Grażyna Kowalik jest dumna z takiej decyzji. - Znalazłam receptę na problem, który tak naprawdę mają wszystkie samorządy. Bo ciągle się słyszy, że największy problem to oświata. Znalazłam rozwiązanie i z tego się bardzo cieszę - mówi.


Nauczyciele stracili, ale ...

Dla gmin dużym obciążeniem jest Karta nauczyciela i wynikające z niej przywileje, choćby skrócony czas pracy, określone zasady wynagradzania, wakacje czy ferie. Nauczyciele ze wszystkich szkół w Hannie Karcie nauczyciela już nie podlegają. Stracili przywileje i zarabiają dużo mniej. - Ale mają pracę - argumentuje pani wójt. I dodaje, że nikt nie został zwolniony.

Pedagodzy mają teraz normalne umowy o pracę, zgodnie z Kodeksem pracy. Część pracuje na całych etatach, inni - na części. Jak mówią, stracili wiele. - Żeby mieć pracę, trzeba było się dostosować, bo był jeden wybór: albo się w takiej szkole pracuje, albo w żadnej. Bo w gminie nie ma innej możliwości - mówi Małgorzata Jasińska, dyrektor Szkoły Podstawowej w Hannie.

Szef gminnego ZNP Mariusz Oleszczuk, też nauczyciel z Hanny, ocenia, że po zmianach - w skali roku - straci jakieś 8 tysięcy złotych, jeśli chodzi o pobory.

Dyrektor gimnazjum Jadwiga Klepacka wiele razy słyszała od nauczycieli, że w ich pracy nic się nie zmieniło, są tak samo zaangażowani i otwarci, prowadzą zajęcia dodatkowe dla dzieci. Zmieniło się jedno: płaca. - Każdy nauczyciel stracił dużo. I to boli - mówi Klepacka.


Co na to MEN?

Nowa minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska, która była gościem TOK FM, do konkretnej sytuacji w Hannie odnosić się nie chciała. Przyznała jednak, że jej zdaniem, jeśli jest wybór: albo likwidacja szkoły, albo przejęcie jej przez fundację, to lepiej szkołę uratować. - Uważam, że to drugie wyjście jest lepsze. Pozwala zachować szkołę, która istnieje. Nauczyciele, rozumiem, że czują się mniej komfortowo, ale mają pracę - powiedziała nam pani minister.

Zwróciła uwagę na jedną ważną rzecz: godność zawodu nauczyciela: - Dyrektor takiej szkoły musi to tak zorganizować, by to wszystko miało sens i aby zachować godność tego zawodu.


Ile ma fundacja?

Gminie Hanna prowadzenie szkół się nie opłacało, ale fundacji się opłaca. Szkoła podstawowa i gimnazjum w Hannie są teraz zarządzane przez fundację Akademia Umiejętności z Lublina.

Fundacja, jak powiedział nam jej prezes Marek Czernecki, za prowadzenie szkoły dostaje 9-10 procent subwencji oświatowej. - My zapewniamy w tym momencie obsługę księgową, prawną, kadrową i obsługę BHP. I dzięki temu jest to też w tym momencie tworzenie miejsc pracy dla osób funkcjonujących w ramach fundacji - mówi Czernecki (jego fundacja zarządza ponad 20 szkołami). Podkreśla, że nikt nie może wydać żadnych środków na swoje "widzimisię", tylko na prowadzenie konkretnych szkół.


Najniższa krajowa

Szkoły w samej Hannie zostały przejęte w drodze porozumienia z gminą. A to, jak podkreśla pani wójt, oznacza, że jeśli będą jakieś zastrzeżenia czy nieprawidłowości - każda ze stron może się z umowy wycofać. Jest jeszcze coś: placówki z Hanny są niejako uprzywilejowane. Zgodnie z umową z fundacją nauczyciele zarabiają tu średnio po 2700 złotych brutto - powiedziała nam skarbnik gminy Urszula Grobelko. Tyle że w innych szkołach na terenie tej samej gminy zarobki są inne. Na przykład w szkole w Dołhobrodach nauczyciele dostają najniższą krajową, a niektórzy mają tylko umowę-zlecenie.

Nauczyciel na etacie - teoretycznie - powinien być w szkole osiem godzin. Część pracy zabiera do domu, ale to nie znaczy, że od razu po lekcjach wychodzi. Na przykład w szkole w Zaświatyczach nauczyciele grabią liście. - Mamy ponadhektarową działkę, liści co niemiara - mówi prezes stowarzyszenia od kilku lat prowadzącego szkołę w Zaświatyczach Zdzisław Koszut.


Dzieci blisko do szkoły

W Hannie, mimo że to mała gmina, jest pięć szkół podstawowych i jedno gimnazjum. Choć żadnej nie prowadzi samorząd, to zdaniem pani wójt, dwie szkoły dalej są szkołami publicznymi, a pozostałe - niepublicznymi, ale z uprawnieniami szkół publicznych.

Dla dzieci i rodziców nic się nie zmieniło. - To prawda - przyznają nauczyciele i rodzice. Można nawet powiedzieć, że dzieci zyskały, bo na lekcje nie muszą dojeżdżać czy chodzić po kilka kilometrów. W najmniejszej szkole w gminie Hanna uczy się zaledwie 13 dzieci. - Trzeba przyznać, że klasy są bardzo małe, to jest prawie jak nauczanie indywidualne, osiągamy wysokie wyniki ze sprawdzianu szóstoklasisty - mówi Koszut.


Protest

W sprawę sytuacji w Hannie, gdzie nie ma ani jednej samorządowej szkoły, zaangażowało się ZNP. Już kilka miesięcy temu związek skierował skargę do Trybunału Konstytucyjnego, bo - zdaniem ZNP - zakładanie, przejmowanie i prowadzenie szkół publicznych przez podmioty prywatne narusza konstytucję. Czekamy na decyzję Trybunału.

◄ Wróć do poprzedniej strony