napisz do nas: cis@cis-celestynow.org

Witaj na naszym blogu

13
12

Fot.: stanwojenny.blogspot.com

 

13 grudnia 1981 roku nie miał u nas na szczęście tak dramatycznego przebiegu jak w większości polskich miast.

Tam ludzie po wprowadzeniu stanu wojennego ginęli, tracili pracę lub narażeni byli na szykany milicyjnego państwa. Tamtego dnia komunistyczny reżim po raz kolejny wystąpił przeciwko własnym obywatelom – robotnikom, których interesów, jak obłudnie zaręczał bronił przez 36 lat. Objawiła się znowu prawda o ludowej władzy. Dbającej o własne przetrwanie, opierającej się na służalczości wobec sowieckiego okupanta, straszącej jego dywizjami, stacjonującymi na terenie jakoby suwerennego państwa. Władzy, która nie wahała się skierować własnych czołgów na cywili, strzelającej do swoich obywateli, dławiącej ich gazem, torturującej rękoma Służby Bezpieczeństwa, korzystającej z usług 90 000 donosicieli. Władzy zwącej się ludową – za nic mającej los człowieka. Dziś trudno (zwłaszcza młodym pokoleniom) zrozumieć, że równocześnie nie będącej w stanie zapewnić swoim obywatelom podstawowych potrzeb: mieszkania, wyżywienia, artykułów przemysłowych (o higienicznych już nie mówiąc), czy swobody  podróżowania. Wcześniej w swej arogancji anektującej wszystkie przestrzenie życia gospodarczego i publicznego, z którymi jak się okazało nie potrafiła dać sobie rady. Siły, która w megalomańskich, śmiesznych z punktu widzenia ekonomii planach gospodarczych posunęła się do kontroli handlu pietruszką i papierem toaletowym. 

Nie dajmy się zwieść komunistycznej propagandzie, mówiącej o swoich zasługach dla kraju. Tabele i wykresy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej nawet jeśli nie zostały zafałszowane, nie uwzględniały zasadniczego porównania – z krajami wolnej Europy. Te pokonały nas o wiele szybciej w zwalczaniu analfabetyzmu, rozwoju elektryfikacji, produkcji przemysłowej czy infrastruktury. Ale o tym w oficjalnych statystykach nie było mowy. Społeczne ideały rewolucji też nie wyszły. Komuniści nie potrafili zapewnić równych praw naszym współobywatelom: Łemkom, Żydom, Niemcom czy Mazurom. Równość wszystkich bez względu na wykształcenie i brak perspektyw z tym związany powodowała biedę i emigrację. 

PRL 13 grudnia 1981 roku wydał ostatni krzyk łabędzia ustami tow. Jaruzelskiego, ogłaszającego stan wojenny. Bankrutujące quasi-państwo bez własnej inicjatywy politycznej i normalnej gospodarki, dziecko postanowień konferencji jałtańskiej oddających środkową Europę we władanie stalinowskiej hordy przeżyło jeszcze w wielkich mękach osiem lat. Nie brak mi go i to mimo nostalgii za topornymi butami relax czy gumą balonową Donald (której zresztą nie był w stanie wyprodukować uspołeczniony przemysł) czy dumy z produkcji licencyjnych samochodów. System, który udawał, że wynagradza ludzi za to, że udają pracę pożegnaliśmy szczęśliwie w 1989 roku.

Nie potrafiliśmy za to rozliczyć (podobnie zresztą jak inne postkomunistyczne kraje wschodniej Europy) władz tamtego aparatu. Drwiną historii był wybór działacza komunistycznej partii na prezydenta wolnej Rzeczpospolitej. Inny towarzysz - Ryszard Kalisz – od 1978 roku w PZPR - dzisiaj uchodzi za eksperta od praw człowieka. Ale tak działa demokracja. Cieszmy się z jej daru. Pozwala nam przynajmniej mówić głośno o tym jak było. 

 

Andrzej Mrozowski

 

◄ Wróć do poprzedniej strony